Na początek

Miejsce to powstało żeby gromadzić co ciekawsze wiadomości i przemyślenia związane luźno z tematyką wolnych danych geoprzestrzennych i generalnie wolnych danych, a w pierwszej kolejności tych które mogą dotyczyć projektu OpenStreetMap.  Uczestnicy tego projektu to w dużej części osoby zainteresowane stroną otwartości, wolności i dostępu do danych, do sztuki, do oprogramowania, tego co nazywamy otwartą kulturą, a nie samą kartografią i geografią jako naukami.   Ze skrzyżowania tych zainteresowań wychodzi ktoś kogo Richard Fairhurst z Fundacji OpenStreetMap nazywa neografem, w przeciwieństwie do paleografa; i dziedzina którą nazywa neografią, w przeciwieństwie do paleografii.

Blog powstał też jako miejsce gdzie udokumentować będziemy mogli powolne ale jednak postępujące starania o uwalnianie danych (w sensie licencyjnym) dotyczących konkretnie Polski, dane które tradycyjnie znajdują się we władaniu urzędów.  Jak wiemy tutejsze urzędy są bardzo przywiązane do informacji które posiadają, bardzo szanują pojęcie własności (lub tajności) danych w zakresie nawet większym niż wymaga tego od nich polskie prawo — do tego stopnia że urzędy utrudniają tym sobie wzajemnie funkcjonowanie (dlatego między innymi większość gmin ma na swoich stronach www jedynie mapkę Google).  Wydaje się że władze Unii Europejskiej w dużej mierze rozumieją że takie podejście, nawet jeśli krótkoterminowo jest z zyskiem dla konkretnego podmiotu to ostatecznie przynosi stratę dla wszystkich.  W kilku krajach Unii zmiany w kierunku uwalniania danych geoprzestrzennych są już na poziomie który trudno będzie nam dogonić, czasem następowały one z udziałem lokalnych OpenStreetMapowiczów.  W podobnym duchu powstała ustawa o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej.

Bardziej konkretny przykład tych działań to europejska dyrektywa INSPIRE, która ma niedługo wejść w życie i kilka niedawnych rozporządzeń Europejskiej Agencji Środowiska.  Ta dyrektywa nakłada na kraje obowiązek udostępnienia dość dużego zakresu danych przestrzennych w wygodnej formie jaką są geoportale, danych które na przykład dla Polski dotychczas były dostępne tylko po złożeniu odpowiednich podań w urzędach takich jak Główny Urząd Geodezji i Kartografii, za wysoką opłatą i bez prawa do wykorzystania w żaden interesujący sposób.   Jednak to jak rozwinie się implementacja tej dyrektywy w Polsce jest wielką niewiadomą bo sama dyrektywa nie uściśla warunków licencji na jakiej udostępnione będą dane i zostawia pole do interpretacji.  Już wiadomo że interpretacja którą przyjęły organy odpowiedzialne za to w Polsce jest zupełnie różna od tej przyjętej na przykład w Hiszpanii, i niestety organy te miały wpływ na kształt dyrektywy — Polska była jedynym krajem który skutecznie zawetował niektóre z jej punktów.

Richard Fairhurst twierdzi że te organy które przyjmą podejście paleograficzne, takie jak dotychczas ma polski GUGiK a brytyjski Ordinance Survey miał do niedawna (porównanie tych instytucji jest bardzo nietrafione), są skazane na utratę swojego strategicznego znaczenia jako swojego rodzaju monopoliści na rynku tego gatunku danych, i powolne zapomnienie.  Te same dane zostaną odtworzone przez neografów ich własnym wysiłkiem (w tej pozycji widzi on projekty takie jak OpenStreetMap) i urzędy prędzej czy później stracą nawet najbardziej wymyślne argumenty do ukrywania swoich własnych baz danych.  Widzimy że końcowy efekt w tym scenariuszu jest taki sam jak gdyby informacja ta od początku była wolna, tyle że opóźniony o kilka lub kilkanaście lat.  Te kilkanaście oddala od siebie rozwój technologiczny w krajach które już teraz wydają się być oddalone przepaścią trudną do przeskoczenia.

(Richardowi najbardziej żal jest jednak wspaniałej jakości map które tworzyło Ordinance Survey za czasów świetności i które odejdą w zapomnienie.)

Tags: ,

Leave a Reply