Posts Tagged ‘inspire’

Próba tortu

Sunday, December 27th, 2009

Jest to tłumaczenie postu Ivana Sancheza, prezydenta Fundacji OpenStreetMap w Hiszpanii na blogu ich narodowego geoportalu implementującego dyrektywę Inspire.

Człowiek na przestrzeni wieków stosował najróżniejsze próby, testy i metody oceniania, żeby stwierdzić czy coś jest rzeczywiście tym za co uchodzi albo czy spełnia nasze oczekiwania.

Dzisiaj każdy produkt poddawany jest serii testów przemysłowych mających na celu ocenę jego jakości i zgodności z normami bezpieczeństwa CE, istnieje cały szerego kryteriów oceny jakości projektów informatycznych, dostępne są metryki i benchmarki sprawdzające wydajność oprogramowania.  Sadzamy manekiny w fotelach samochodów które roztrzaskujemy o mur przy pełnym gazie żeby sprawdzić czy wychodzą z wypadku w całości i w ten sposób móc stwierdzić że auto jest bezpieczne, albo nie.  W przeszłości używano próby wody, która mówi że kiedy wrzucimy kobietę oskarżoną o czary do jeziora przywiązując kamień do jej stopy, wtedy jeśli utonie to nie była czarownicą. Jeśli zaś wydostanie się na powierzchnię to dlatego że jest czarownicą i oczywiście musi zostać spalona na stosie.

Także do oceny wolnego oprogramowania mamy testy, na szczęście są one naukowo dużo bardziej efektywne niż próba wody.  W latach dziewięćdziesiątych, podczas powstawania licencji dla wolnego oprogramowania (jak na przykład GPL) wykorzystywano trzy takie testy, zdobyły one dosyć dużą popularność: próba bezludnej wyspy, próba dysydenta oraz próba “macki zła”.   Stały się one podstawową częścią Debian Free Software Guidlines.  Jako że DFSG jest tylko zbiorem definicji, wytyczne te były trudne do zrozumienia bez odpowiednio obrazowego przykładu czy ilustracji.

Weźmy na przykład próbę bezludnej wyspy. Opowiada ona o przypadku rozbitka wyposażonego w laptopa zasilanego energią słoneczną, z zainstalowanym na nim wolnym oprogramowaniem.  Żeby to oprogramowanie rzeczywiście było wolne, rozbitek powinien *nie* być zobowiązany prawnie przez licencję do rozprowadzania tego oprogramowania albo jego kodu źródłowego — w końcu nie ma jak takiego obowiązku wypełnić. Technicznie zadaniem tego eksperymentu jest zapewnienie że kod źródłowy aplikacji musi być udostępniany tylko kiedy rozprowadzany jest plik uruchamialny. Pozwala to sprawdzić czy dany program spełnia warunki DFSG łatwiej niż wyłącznie przyrównując jego licencję do zasad DFSG.

A dla danych geograficznych? Jest jakiś w miarę prosty test dzięki któremu dowiemy się czy informacje przestrzenne z danego geoportalu są na warunkach które na prawdę pozwalają obywatelom wykorzystać ich potencjał?

Żeby zdecydować czy konkretna informacja geograficzna może być uważana za swobodną, wolną do wykorzystania i rozpowszechniania, a nie po prostu darmową, spójrzmy co ma do powiedzenia Open Knowledge Definition czyli Definicja Wiedzy Otwartej, analogicznie do Wolnego Oprogramowania i DFSG i tak jak to było opowiedziane w niedawnym przemówieniu Czy wolne geodane są “wolne”? (hiszp.) Niestety jest to definicja skomplikowana i ciężka dla osób które nie spędzają nocy czytając prawo.

Nie ma żadnego łatwego testu który jasno powie czy informacje na geoportalu mogą być wykorzystywane swobodnie czy nie. To znaczy, nie było — do dziś.

Oto przedstawiam wam dumnie Próbę Tortu.

Na czym polega Próba Tortu? To proste. Informacja geoprzestrzenna, czy też mapa, jest wolna tylko wtedy kiedy inni mogą podarować ci tort z wizerunkiem Twojej mapy.

Torty mogą być dowodem empirycznym na to, że “Infrastruktura Danych Przestrzennych” (SDI) nie zezwala na swobodne wykorzystanie i rozpowszechnianie informacji konkretnie ze względów licencyjnych. W dodatku są one testem empirycznym którego mogli posmakować wszyscy obecni na konferencji JIdEE09, zjadając swoje miasto.

Nawet jeśli mapa albo inne dane są wywieszone na odpowiednim portalu www, i można je sobie obejrzeć, a nawet pobrać za darmo, nie znaczy to jeszcze że można je spokojnie umieścić na torcie. Oto kilka przykładów pułapek technicznych i prawnych które skutecznie uniemożliwiają tortyfikację informacji geograficznej:

  • brak możliwości pobrania danych na własny komputer;
  • brak możliwości skopiowania jej na inne medium, możliwości reprodukcji. Podstawą jest możliwość skopiowania jej na płytę CD albo wysłania mailem do cukierni;
  • brak pozwolenia na wykorzystanie informacji dla celów komercyjnych, w tym wypadku pośrednie. Ktoś kto podarowuje tort nie robi tego dla zysku pieniężnego, ale przecież cukiernik zarabia;
  • obowiązek podpisywania oddzielnych pozwoleń lub licencji na wykorzystanie komercyjne. A może każemy artyście cukiernikowi podpisywać dokumenty licencyjne o rozpowszechnianiu informacji?
  • obowiązek poinformowania właściciela o każdorazowym wykorzystaniu danych. Gdybyśmy mieli zawsze informować o tym że planujemy podarować tort, w ogóle nie byłoby niespodzianki.

Mimo że zrobienie tortu z wizerunkiem mapy jest obwarowane aż tyloma warunkami i mogą wydawać się one skomplikowane (dodatkowo są warunkami koniecznymi, ale nie wystarczającymi) cel Próby Tortu w gruncie rzeczy jest prosty:

Jeśli osoba “z ulicy” nie jest w stanie rozstrzygnąć czy wolno jej podarować tort, czy nie, albo wręcz jest od razu przekonana że nie wolno, znaczy to, że dane albo mapa nie są wcale wolne.

Z drugiej zaś strony jeśli któregoś pięknego dnia ktoś niespodziewanie podarowuje tort z mapą albo danymi osobom odpowiedzialnym za organizację geoportalu, to znaczy że ów geoportal jest na dobrej drodze do wolności wykorzystania informacji. I jak to się stanie, to pewnie będzie jakieś małe party z tej okazji, a przy okazji będzie tort!


Długi ogon

Próba tortu jest też świetną ilustracją koncepcji Długiego Ogona (ang. The Long Tail) z dziedziny statystyki.

Taka Infrastruktura Danych Geograficznych jest zwykle zorientowana na generowanie zysków (przez ułatwienie dostępu) wśród największych konsumentów danych przestrzennych – to jest ta zielona część wykresu, z małą ilością konsumentów ale wielkimi zapotrzebowaniami. Mówimy o administracji publicznej, projektach na wielką skalę i geoportalach. Z drugiego końca, część żółta, mamy torty.

Oczywiście kartografia stosowana w cukiernictwie jest zupełnie marginalną częścią PKB, ale jest częścią niezerową i taką o której prawdopodobnie nikt dotąd nie pomyślał.

Długi Ogon jest pełen tortów i wspaniałych rzeczy których jeszcze nie wymyślono. Ile innowacyjnych zastosowań informacji geoprzestrzennej zostało jeszcze do wynalezienia? Jak długi jest Długi Ogon kartografii? Jedno jest pewne — żeby się tego dowiedzieć trzeba pozwolić na swobodne wykorzystanie informacji.

Na początek

Saturday, December 26th, 2009

Miejsce to powstało żeby gromadzić co ciekawsze wiadomości i przemyślenia związane luźno z tematyką wolnych danych geoprzestrzennych i generalnie wolnych danych, a w pierwszej kolejności tych które mogą dotyczyć projektu OpenStreetMap.  Uczestnicy tego projektu to w dużej części osoby zainteresowane stroną otwartości, wolności i dostępu do danych, do sztuki, do oprogramowania, tego co nazywamy otwartą kulturą, a nie samą kartografią i geografią jako naukami.   Ze skrzyżowania tych zainteresowań wychodzi ktoś kogo Richard Fairhurst z Fundacji OpenStreetMap nazywa neografem, w przeciwieństwie do paleografa; i dziedzina którą nazywa neografią, w przeciwieństwie do paleografii.

Blog powstał też jako miejsce gdzie udokumentować będziemy mogli powolne ale jednak postępujące starania o uwalnianie danych (w sensie licencyjnym) dotyczących konkretnie Polski, dane które tradycyjnie znajdują się we władaniu urzędów.  Jak wiemy tutejsze urzędy są bardzo przywiązane do informacji które posiadają, bardzo szanują pojęcie własności (lub tajności) danych w zakresie nawet większym niż wymaga tego od nich polskie prawo — do tego stopnia że urzędy utrudniają tym sobie wzajemnie funkcjonowanie (dlatego między innymi większość gmin ma na swoich stronach www jedynie mapkę Google).  Wydaje się że władze Unii Europejskiej w dużej mierze rozumieją że takie podejście, nawet jeśli krótkoterminowo jest z zyskiem dla konkretnego podmiotu to ostatecznie przynosi stratę dla wszystkich.  W kilku krajach Unii zmiany w kierunku uwalniania danych geoprzestrzennych są już na poziomie który trudno będzie nam dogonić, czasem następowały one z udziałem lokalnych OpenStreetMapowiczów.  W podobnym duchu powstała ustawa o ponownym wykorzystaniu informacji publicznej.

Bardziej konkretny przykład tych działań to europejska dyrektywa INSPIRE, która ma niedługo wejść w życie i kilka niedawnych rozporządzeń Europejskiej Agencji Środowiska.  Ta dyrektywa nakłada na kraje obowiązek udostępnienia dość dużego zakresu danych przestrzennych w wygodnej formie jaką są geoportale, danych które na przykład dla Polski dotychczas były dostępne tylko po złożeniu odpowiednich podań w urzędach takich jak Główny Urząd Geodezji i Kartografii, za wysoką opłatą i bez prawa do wykorzystania w żaden interesujący sposób.   Jednak to jak rozwinie się implementacja tej dyrektywy w Polsce jest wielką niewiadomą bo sama dyrektywa nie uściśla warunków licencji na jakiej udostępnione będą dane i zostawia pole do interpretacji.  Już wiadomo że interpretacja którą przyjęły organy odpowiedzialne za to w Polsce jest zupełnie różna od tej przyjętej na przykład w Hiszpanii, i niestety organy te miały wpływ na kształt dyrektywy — Polska była jedynym krajem który skutecznie zawetował niektóre z jej punktów.

Richard Fairhurst twierdzi że te organy które przyjmą podejście paleograficzne, takie jak dotychczas ma polski GUGiK a brytyjski Ordinance Survey miał do niedawna (porównanie tych instytucji jest bardzo nietrafione), są skazane na utratę swojego strategicznego znaczenia jako swojego rodzaju monopoliści na rynku tego gatunku danych, i powolne zapomnienie.  Te same dane zostaną odtworzone przez neografów ich własnym wysiłkiem (w tej pozycji widzi on projekty takie jak OpenStreetMap) i urzędy prędzej czy później stracą nawet najbardziej wymyślne argumenty do ukrywania swoich własnych baz danych.  Widzimy że końcowy efekt w tym scenariuszu jest taki sam jak gdyby informacja ta od początku była wolna, tyle że opóźniony o kilka lub kilkanaście lat.  Te kilkanaście oddala od siebie rozwój technologiczny w krajach które już teraz wydają się być oddalone przepaścią trudną do przeskoczenia.

(Richardowi najbardziej żal jest jednak wspaniałej jakości map które tworzyło Ordinance Survey za czasów świetności i które odejdą w zapomnienie.)